FotoArtFestival XI w Bielsku-Białej, dwadzieścia lat fotografii, która nie mówi wprost
- person Grx
- |
- date_range Dodany dnia: 2026-01-23
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 249
- |
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Wydarzenie
- |
- star_border star_border star_border star_border star_border
Bielsko-Biała ma swój rytm. Góry są blisko, secesyjne kamienice przypominają o dawnych ambicjach, a tempo miasta pozwala na chwilę zatrzymania. Co dwa lata ten spokój na moment ustępuje innemu pulsowi. Fotografia wychodzi z galerii, pojawia się na placach, w przejściach podziemnych, willach i na Zamku. Tak działa FotoArtFestival.
Od 2005 roku festiwal konsekwentnie buduje swoją pozycję jako jedno z najważniejszych biennale fotograficznych w Polsce. Bez fajerwerków, za to z wyraźnym programem i odwagą w doborze tematów. Od początku stoi za nim przekonanie, że fotografia to nie tylko obraz, lecz narzędzie opowiadania o świecie i odpowiedzialność za to, co się pokazuje. To myślenie, bliskie Andrzejowi Baturo i Fundacji Centrum Fotografii, pozostaje wyraźnie obecne do dziś.
Jedenasta, jubileuszowa edycja w 2025 roku tylko to potwierdziła. Program w naturalny sposób połączył dokument, eksperyment i działania w przestrzeni publicznej. Miasto nie było tłem, lecz pełnoprawnym uczestnikiem festiwalu.
Dla mnie FotoArtFestival ma także wymiar osobisty. W 2021 roku jedno z moich zdjęć zawisło w Kubiszówce w ramach Foto Open. Później przyszły warsztaty i prezentacja albumu w Galerii Bielskiej BWA. W tym roku wróciłem jako akredytowana prasa dla Ciebie i Siebie. Z aparatem w dłoni, ale z większym dystansem. Mogłem spojrzeć na festiwal jako całość, od środka.
Oficjalnie wszystko zaczęło się spotkaniem dla mediów w Zamku Sułkowskich. Prawdziwy początek poczułem jednak wieczorem, podczas Gali Otwarcia w Teatrze Polskim. Pełna sala, dobra energia i wyraźne poczucie, że przez najbliższe dni fotografia będzie obecna wszędzie.
Dyscyplina formy. Oczyszczające spojrzenie z góry
Spacer po festiwalu nie ma jednej trasy. Każdy układa ją po swojemu. Moja zaczęła się na Placu Wojska Polskiego, gdzie Bartłomiej Machul zaprezentował wystawę „Z nieba na ziemię. Minimalistyczne odkrycia”. Fotografie oparte na lotniczych kadrach zamieniają fragmenty świata w abstrakcyjne układy geometrii i koloru. Proste środki, bardzo dobry efekt.
W tej „pięknej matematyce” obrazów czuć ogromną dyscyplinę. Setki prób i powrotów z pustą kartą, by osiągnąć taką czystość formy. Autor przyznał mi w rozmowie, że ma świadomość wyzwania, jakie stawia przed zabieganym przechodniem. Wierzy jednak, że w przestrzeni publicznej nawet krótki moment zawahania, jedno spojrzenie dłuższe niż zwykle, ma sens. Ten minimalizm, choć cichy, zostaje w głowie na dłużej.
Jeśli ta edycja festiwalu Cię ominęła lub chcesz zobaczyć więcej takich kadrów, warto zajrzeć na profil Bartłomieja: @dji.moments.
Punkt 11 i Patria. Puls współczesnego spojrzenia
Przy ulicy 11 Listopada 24 Punkt 11 powitał mnie wystawą Foto Open. Różnorodną, dynamiczną i pełną świeżych spojrzeń. Dalej było Wzgórze 19 oraz kamienica Patria. Kamil Kak w projekcie „Svalbard Research” połączył wideo, instalację i fotografię w spójną opowieść o Arktyce i badaniach klimatycznych. Tuż obok kurator Jakub Dobek zaprezentował „Street Corner”, klasyczną i precyzyjną fotografię uliczną laureatów wystawy konkursowej.
Pasta mączna i jedenaście godzin. Fotografia zrośnięta z miastem
W zupełnie inny sposób w przestrzeń miasta wszedł Paweł Pilarczyk (@autorvitea). Jego projekty „To Tu” oraz „To nie Tu” stały się częścią miejskiego krwiobiegu, dosłownie i w przenośni. Wybierając miejsca kluczowe dla komunikacji i codziennego ruchu mieszkańców, postawił na współistnienie. Zdjęcia powstawały naturalnie, niemal przy okazji spacerów, a sama wystawa oddawała głos przechodniom. Między kadrami zawisły puste tablice, na których każdy mógł dopisać coś od siebie, tworząc żywy dialog ze społeczeństwem.
W drugiej lokalizacji, w projekcie „To nie Tu”, Paweł połączył swoje wizje Bielska z myślami Cartier-Bressona oraz Susan Sontag. Technicznie postawił na czerń i biel oraz emocjonalne rozmycia, uciekając od dosłowności. Największe wrażenie robiły jednak kulisy montażu. Przez równe jedenaście godzin, symbolicznie powiązanych z jedenastą edycją festiwalu, własnoręcznie wyklejał prace przy użyciu pasty mącznej. Dzięki tej metodzie fotografie nie tylko zdobią ściany, ale niemal łączą się z ich strukturą, stając się częścią miasta.
BWA. Gdzie ślub spotyka migrację i czeską szkołę
Galeria Bielska BWA była kolejnym ważnym przystankiem. Ian Weldon w projekcie „Nie jestem fotografem ślubnym” pokazał, jak z komercyjnego zlecenia wydobyć naturalny dokument społeczny. Przyznam, że rozmowa z nim otworzyła mi oczy. Jako fotograf przyzwyczajony do tego, że śluby kojarzą się z wymuskanymi kadrami, koronkami i wystudiowanymi gestami, zobaczyłem w jego pracach coś zgoła innego. Ian udowadnia, że ta idealna otoczka to często fikcja, a prawdziwy dokument ślubny kryje się w nieoczekiwanych wydarzeniach, szczerych uśmiechach i autentycznym szaleństwie zabawy. Ian nie próbuje nikogo oszukiwać ani uszczęśliwiać na siłę. Jak sam mi napisał: „To nie ja wybieram klientów, to oni wybierają mnie”. Jego filozofia jest prosta, nie stara się zadowolić wszystkich. Jeśli po rozmowie okazuje się, że nie nadają na tych samych falach, bez żalu poleca innego fotografa. To podejście buduje niezwykłą relację opartą na zaufaniu. Jego klienci są dumni z tego, że ich autentyczne, czasem surowe zdjęcia trafiają później na wystawy czy do publikacji. To potężna lekcja tego, że fotografia może być piękna właśnie przez swoją bezkompromisową prawdziwość. Więcej jego prac zobaczysz na stronie ianweldon.com
Z kolei Michael Christopher Brown w „90 milach” sięgnął po narzędzia AI, by opowiedzieć o migracji Kubańczyków i miejscach, do których fizycznie nie miał dostępu. Piętro wyżej Instytut Twórczej Fotografii z Opawy świętował trzydzieści pięć lat istnienia. Dla wielu polskich fotografów to szkoła, która realnie ukształtowała ich drogę.
Willa Sixta. O poszukiwaniu bohaterów i dystansie spojrzenia dokumentalisty
Willa Sixta wypełniła się historiami bliskimi codzienności, tworząc mozaikę ludzkich losów i poszukiwań. W piwnicach Róbert László Bácsi zaprezentował projekt „Droga Zen”, dokumentalny zapis podróży ku wewnętrznej harmonii, który dobrze rezonował z surową strukturą murów. Piętro wyżej Iren Moroz w projekcie „Po Bogu tylko kuchnia” sięgnęła po intymne archiwum rodzinne, obnażając codzienny ból i siłę.
Zapytałem Iren o jej metodę pracy, ponieważ w jej kadrach wyczuwalny jest rzadko spotykany rodzaj bliskości. Podkreśliła, że kluczem do tak intymnej dokumentacji jest wewnętrzna cisza autora. W pracy z projektami społecznymi decydujący nie jest sprzęt ani doświadczenie, lecz stan wewnętrzny fotografa i zdolność do zachowania spokoju oraz nawiązania szczerego kontaktu twarzą w twarz. W momencie, gdy bohater wyczuje współczucie, litość lub ocenę, kontakt zostaje zerwany. Ludzie potrzebują czuć psychologiczne bezpieczeństwo. Wtedy aparat przestaje być narzędziem rejestracji, a staje się przedłużeniem zaufania. Szczerość jest tu kluczowa. Ważne jest jasne określenie intencji, po co ta historia powstaje i dlaczego ktoś się w niej pojawia. Ludzie bardzo często odpowiadają szczerością na szczerość. Wraz z pojawieniem się zaufania znikają mechanizmy obronne i pojawia się przestrzeń dla prawdziwej obecności. Istotna jest także umiejętność nienaruszania tej wewnętrznej ciszy, niezależnie od tego, co dzieje się w życiu bohaterów. Chodzi o rezygnację z ingerowania, doradzania, poprawiania i oceniania, nie tylko w słowach, ale także w spojrzeniu i geście.
Dla Iren dokumentalistyka jest procesem osobistego poznania. Przyznała, że wieloletnia praca nad historiami innych ludzi, czasem trwająca sześć lub piętnaście lat, stała się dla niej impulsem do naprawienia własnych relacji. W trakcie pracy poznawała przyjaciół i sąsiadów bohaterów, a z czasem to otoczenie zaczęło funkcjonować jako samodzielna grupa postaci dla kolejnych narracji. Praca dokumentalna rozszerzała się naturalnie, bez sztucznego poszukiwania tematów, dzięki zaufaniu i obecności w społeczności. Ten proces stał się dla niej nie tylko narzędziem zawodowym, lecz także osobistą metodą poznawania. To właśnie dzięki tym historiom dostrzegła możliwość pojednania się z własną siostrą, co z czasem przerodziło się w osobne, piętnastoletnie badanie procesów wewnątrzrodzinnych, przemocy, feminizmu, nierówności klasowych i poszukiwania miłości we własnej rodzinie. To zrozumienie, że każdy idzie własną drogą, wyczuwalne jest w każdym jej zdjęciu. Jeśli chcesz się w to zanurzyć, warto zajrzeć na moroziren.wixsite.com/photo
Hervé Chatel, prezentujący surową Bretanię w cyklu „Gdzieś w Bretanii. Z lądu na morze przy 1015 hPa”, podkreślił w rozmowie, jak ważna była dla niego wolność, którą otrzymał podczas przygotowywania wystawy w Bielsku-Białej. Swoboda wyboru miejsca i aranżacji pozwoliła mu zaprosić odbiorcę do swojego świata na własnych zasadach, gdzie rytm zdjęć i ich formaty wyznaczają tempo oglądania. Z radością wspominał spotkania z publicznością oraz udział w maratonie autorskim, który był okazją do opowiedzenia o procesie twórczym serii „Finis Terrae”. To właśnie bezpośredni kontakt z autorem pozwolił mi pełniej poczuć rześki powiew oceanu i stały nacisk atmosferycznego ciśnienia obecny w jego pracach. Więcej zobaczysz na hchatel-photographie.com/Dindan1015hPa
Damian Lemański zaprezentował poruszający projekt „Dzieciaki z osiedla Lunik IX”, a Tomasz Liboska domknął dekadę dokumentowania Górnego Śląska z perspektywy rowerowego siodełka w cyklu „Odwrót. Rozdział drugi”.
Preisnerówka. Intuicja i czas według Toby’ego Bindera
W Preisnerówce Toby Binder pokazał wystawę „Ziomale. Młodzież z Belfastu”, będącą portretem młodych ludzi z robotniczych dzielnic miasta. Zainteresowało mnie, w jaki sposób przekracza niewidzialną barierę i staje się świadkiem najbardziej codziennych, autentycznych momentów swoich bohaterów. Zapytałem go o to wprost. Odpowiedział z rozbrajającą szczerością, że za jego pracą nie stoi żaden precyzyjny plan, a wiele decyzji podejmuje intuicyjnie. Kluczem jest otwartość i inwestowanie ogromnej ilości czasu. Wraca wielokrotnie do tych samych miejsc i ludzi, budując relacje oparte na zwykłej przyjemności wspólnego bycia. To właśnie tę szczerość wyczuwają jego bohaterowie, pozwalając mu stać się częścią ich świata. Efektem tej postawy był między innymi tytuł zwycięzcy Sony World Photo Awards 2025. Fakt, że Bielsko pozostało dla niego miłym wspomnieniem, tylko potwierdza, jak ważne są w jego pracy prawdziwe relacje, widoczne w każdym kadrze. Więcej na toby-binder.de
Zamek Sułkowskich. Od plastiku po niespokojne sny
Zwiedzanie Zamku Sułkowskich rozpocząłem od projektu, który nie pozwala o sobie zapomnieć. „Plastikowy skarb” Alaina Schroedera to wizualnie poruszający, a jednocześnie przerażający dokument naszych czasów. Góry odpadów w jego obiektywie zyskują niepokojące piękno. Autor wyjaśnił mi, że rezygnacja z koloru była w pełni świadomą decyzją. Kolory mogłyby rozpraszać, zwłaszcza w miejscu takim jak Dhaka, gdzie plastikowe odpady są wszechobecne. Czerń i biel zmuszają do skupienia się na formie, fakturze i skali problemu. Plastik zaczyna przypominać geologiczny krajobraz ukształtowany przez działalność człowieka. Ten rzeźbiarski wymiar jest niepokojący, ponieważ ujawnia trwałość i inwazyjność tych odpadów. Ludzkie twarze i ciała przestają dominować, przytłoczone kryzysem środowiskowym. Alain zwrócił też uwagę na paradoks tej historii. To materiał, który zatruwa planetę, a jednocześnie daje tysiącom rodzin szansę na przetrwanie dzięki recyklingowi. To opowieść o walce o prawo do bezpiecznego środowiska i sprawiedliwości klimatycznej, w której oficjalne zakazy często przegrywają z uliczną rzeczywistością. Portfolio artysty znajdziesz na alainschroeder.myportfolio.com
Tuż obok Susi Belianska w projekcie „Das Unheimliche” stawiała pytania o granice człowieczeństwa i to, co wymyka się jednoznacznym definicjom. Zapytałem ją o to, co pociąga ją w tej niesamowitości i jak rozpoznaje moment, w którym obraz staje się jednocześnie piękny i niepokojący. Odpowiedziała, że interesuje ją stan zawieszenia, w którym pojawia się jednocześnie pociąg i dyskomfort, bez jasnej przyczyny. To napięcie, jej zdaniem, odzwierciedla ludzką potrzebę porządku skonfrontowaną z tym, co się z niego wymyka. Nie chodzi o zakłócenie dla samego efektu, lecz o balans, w którym klasyczna harmonia zostaje delikatnie naruszona przez gest, spojrzenie lub drobne pęknięcie. To one otwierają przestrzeń do refleksji. Więcej zobaczysz na stronie projektu susibelianska.com/das-unheimliche
Dziedziniec zamkowy należał do Aristide’a Economopoulosa i projektu „Coney Island. Żywy mikrokosmos Nowego Jorku”.
Miasto Splotów. Gdzie klimat spotyka pamięć
Finał na ulicy Kościelnej w Mieście Splotów był wymagający, ale potrzebny. Ważnym głosem w tegorocznym programie była „Antologia zmian klimatycznych” Ingmara Björna Noltinga. Autor rezygnuje z pokazywania odległych katastrof, skupiając się na kryzysie obecnym tuż obok. Zapytałem go, jak wybiera historie, by odbiorca czuł, że nie jest to problem z końca świata, lecz coś osobistego. Odpowiedział, że kluczowe jest opowiadanie o klimacie jako części teraźniejszości, w społeczeństwie, które zna i rozumie. Projekty buduje jak mozaikę, zbierając przez długi czas sprzeczności, punkty zapalne i linie konfliktu, aż znajdzie miejsce, w którym polityka, gospodarka i codzienny nastrój spotykają się w jednym kadrze. Dzięki temu fotografie nie pokazują jedynie skutków, lecz pozwalają zrozumieć, jak głęboko zmiany klimatyczne są splecione z codziennym życiem. Więcej na ingmarnolting.de
Na zakończenie spaceru Sara Sobol zaprezentowała bardzo osobistą opowieść o depresji i pamięci zatytułowaną „Opowiedz mi teraz o swojej miłości”.
To nie wszystkie wystawy festiwalu, lecz te, które zostają ze mną na dłużej.
FotoArtFestival nie jest w Bielsku-Białej dodatkiem do kalendarza wydarzeń. Przez kilka tygodni staje się częścią codziennego życia miasta. Jeśli pozwolisz sobie na ten spacer, miasto pokaże się z innej strony.
Dzięki,
Inez
- filter_noneTagi:
- keyboard_arrow_right Bielsko-Biała w kadrze
book Powiązane artykuły:
Od fabryki Finex do Galerii Sfera II: Przemiana Bielska-Białej na archiwalnych zdjęciach
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Architektura
Znam ludzi, dla których Galeria Sfera 2 istniała od zawsze. Dla nich, a także dla tych, którzy już zapomnieli, jak wyglądał kiedyś brzeg rzeki Białej, przygotowałem mały spacer w przeszłość. Ta opowieść to efekt kilku lat mojej pracy jako fotografa z Bielska-Białej, dok...
- personGrx
- |
- date_range2021-04-02
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 249
Bielskie Błonia: Poszukiwanie niebieskich żab, niezwykły spektakl natury
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Środowisko
To nie chwyt z reklamy ani nowy hit parku rozrywki. To rzeczywiste, fascynujące zjawisko, które co roku rozgrywa się po cichu w podmokłych zakamarkach Beskidów, a szczególnie na obszarze bielskich Błoń. W Beskidach występuje około 16 gatunków płazów, które można podziel...
- personGrx
- |
- date_range2025-04-06
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 249
Żywieckie Gody i Dziady Noworoczne: Barwny zgiełk tradycji budzący zimowe Beskidy
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Wydarzenie
Zima w Beskidach to nie tylko czas otulonych śniegiem szczytów i długich, mroźnych wieczorów, choć tych pierwszych, przyznajmy, bywa coraz mniej. To przede wszystkim okres, kiedy lokalna tradycja z impetem wychodzi na ulice, rozbrzmiewając radosnym gwarem i feerią barw....
- personGrx
- |
- date_range2025-04-06
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 249
Rozpocznij dyskusję...
Napisz pierwszą recenzję lub oceń artykuł...


