Jedna autorka, trzy murale, sto talentów: Alicja i jej magiczne Bielsko
- person Grx
- |
- date_range Dodany dnia: 2026-03-29
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 18
- |
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Sztuka
- |
- star_border star_border star_border star_border star_border
Są artyści, którzy szukają wielkich scen. Są też tacy, którzy tworzą tam, gdzie toczy się zwykłe, codzienne życie. Według mnie Alicja Jakimów należy do tej drugiej grupy. Mówi do duszy, która nie liczy lat. Dla niej świat jest płótnem, ulica staje się galerią, a natura podpowiada kolory i rytm. To dzięki niej powstał mój pierwszy album fotograficzny, który trafił do galerii BWA.
Alicja to bielszczanka z krwi i kości. Graficzka, ilustratorka, twórczyni instalacji. Absolwentka Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Bielsku-Białej oraz Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (filia w Cieszynie). Talent szlifowała w Lizbonie, by po powrocie uczyć kolejne pokolenia patrzenia na świat z większą uważnością. Jej sztuka to rozmowa, w której miejskie szarości spotykają się z błękitem i delikatnością, a przeszłość podaje rękę teraźniejszości.
Dziś zabieram Cię na spacer szlakiem trzech jej murali. To wyprawa z Bielska-Białej do Komorowic Krakowskich.
Spacer szlakiem murali Alicji
Naszą wędrówkę zaczynamy przy ulicy Henryka Sienkiewicza 7. Wśród faktur starych murów, śladów codziennego życia i gwaru pobliskich szkół, wyrasta „Miejsce Empatii”. To barwna, niemal baśniowa opowieść o tym, co nas łączy mimo różnorodności języków i gatunków. Obok wielojęzycznych powitań, moją uwagę przykuwa dyskretny detal, namalowane tuż przy kocim uchu „Miau”. To czułe mrugnięcie okiem do przechodnia i przypomnienie, że empatia to nie tylko wielkie deklaracje, ale przede wszystkim umiejętność usłyszenia tych, którzy mówią do nas bez słów. Alicja stworzyła tu wizualną metaforę wspólnoty: świat, w którym ludzie, zwierzęta i bujna roślinność przenikają się w atmosferze wzajemnej troski.
Z Sienkiewicza ruszamy w stronę centrum, dając sobie chwilę na oddech i poukładanie w głowie tych wszystkich metafor. Zostawiamy Teatr i Zamek za plecami, by wejść na ulicę Bohaterów Warszawy gdzie, zaraz po lewej stronie, czeka „Miasto Natura”. Kolorystycznie blisko nieba, symbolicznie blisko życia, które tętni wszędzie, nawet tam, gdzie przewagę zdaje się mieć beton. To dzieło utwierdza mnie w przekonaniu, że natura i uśmiech to fundamenty naszej codzienności. Ten mural działa na mnie jak drobny, życzliwy gest; przypomina, że w biegu łatwo zgubić to, co naprawdę ważne. Przyznam szczerze… nie mam tak fantastycznych spodni, jak namalowana tu postać, ale łączy nas jedno, oboje lubimy podglądać świat, którym teraz dzielę się z Tobą.
Finał dzisiejszego spaceru to ulica Czereśniowa 20 i ściana Szkoły Podstawowej nr 29. Mural „Z Korczakiem za rękę” to nie tylko praca o relacji młodych z tradycją i mądrością. To przede wszystkim obraz o odpowiedzialności za to, co dopiero się zaczyna, lekcja przekazana tak plastycznie, by młodzi i dorośli słyszeli ją równie wyraźnie.
Każdy z tych murali ma inny ton i energię, ale łączy je jedno: są opowieściami pozostawionymi w przestrzeni publicznej. Nie trzeba ich szukać. One same nas znajdują.
Znamy się z Alicją od lat. Dlatego, zamiast pytać o „źródła inspiracji”, staliśmy przy drabinie z herbatą i farbami pod ręką i patrzyliśmy, jak świeżo naniesiona na elewację warstwa schnie. Rozmawialiśmy o emocjach schowanych pod farbą, o zabawie, o uważności i o tym, co w sztuce jest naprawdę ważne.
Grx: Alicjo, wyobraź sobie na chwilę, że ściana przy Sienkiewicza 7 potrafi mówić Twoim głosem (to moja ulubiona, dlatego zapytałem). Co wyszeptałaby do ucha przechodniowi, który biegnie do pracy z nosem w telefonie?
Alicja: Zapewne powiedziałaby: “Uważaj na hulajnogi!” ;-) A tak na poważnie to chciałabym by powiedziała: “Hej, zatrzymaj się na moment, podnieś wzrok na ten mural i zobacz, że pomimo różnic między nami, to właśnie dzięki życzliwości i empatii potrafimy żyć w jednym mieście i działać wspólnie.
Grx: DNA bloga SuperZiemia to dla mnie połączenie współczesności z tym, co powoli znika z pamięci. Co gubimy w codziennym biegu? Jakie Twoje malowane myśli chciałabyś, żeby przetrwały?
Alicja: Często sobie myślę o tym, że w codziennym pędzie najłatwiej gubimy uważność na to, co mamy tuż obok: na ludzi mieszkających za ścianą, na naturę, na historię kamienic, które mijamy, czy wreszcie na fakt, że nasze miasto od zawsze było splotem wielu różnych losów. Gubimy poczucie, że jesteśmy częścią czegoś większego i trwalszego. Marzy mi się, by w moich muralach przetrwało przekonanie, że współodczuwanie, szacunek do przyrody i zwykła, sąsiedzka otwartość to nie są zapomniane hasła, ale wartości, dzięki którym wszyscy i ludzie, i natura, możemy czuć się tutaj po prostu u siebie.
Grx: Lizbona i Bielsko-Biała to dwa różne światy. Tam oślepiające słońce i ocean, u nas góry i postindustrialny klimat. Czy z Portugalii przywiozłaś jakieś kolory lub emocje, które zostawiasz ukryte w swoich pracach?
Alicja: Dziękuje, że przypominasz mi ten wyjątkowy czas. Lizbona była przełomowym momentem w moim życiu i do dziś, choć od studiów minęło sporo czasu, ta energia wciąż we mnie siedzi. W Portugalii poznałam przyjaciół z całego świata i na własnej skórze poczułam, czym jest prawdziwa wielokulturowość. Zrozumiałam wtedy, że choć często pochodzimy z zupełnie innych światów, to tak wiele nas łączy. Pod wieloma względami jesteśmy tacy sami.
To także właśnie tam po raz pierwszy tak naprawdę zachwyciłam się kolorem. Zakochałam się w tych wszystkich odcieniach niebieskiego i czerwieni, które w Portugalii są wszędzie: na płytkach, elewacjach i w samym słońcu. To doświadczenie dało mi odwagę, by nie tworzyć już tylko w odcieniach szarości, ale z taką radością, jaką tam wtedy poczułam. Teraz staram się przemycać to specyficzne światło i barwy do naszych surowych czy ceglanych zakątków miasta.
Całkiem niedawno odkryłam, że momenty, które przynoszą mi wolność twórczą, spełnienie i szczęście (takie jak właśnie malowanie murali), przypominają mi to, co czułam w tamtym czasie, i nazywam je "swoją własną Lizboną :)".
Grx: Tworzysz dla bardzo różnych odbiorców… od dzieci po dorosłych mijających Twoje prace. Czy trudniej namalować emocje tak, by zrozumiało je dziecko, czy tak, by zatrzymały dorosłego w biegu?
Alicja: Dla mnie te dwa światy wcale nie są od siebie tak odległe. Dzieci mają naturalną zdolność do rozumienia emocji przez kolor i symbol, one nie analizują, tylko po prostu czują tę energię.
Myślę, że o wiele trudniej jest zatrzymać dorosłego. My, dorośli, często nosimy ze sobą pewnego rodzaju pancerz zbudowany z pośpiechu i codziennych spraw. Dlatego chciałabym bardzo, żeby moje prace choć na moment nas zatrzymały, na sekundę wyrwały z tego biegu i obudziły w każdym to wewnętrzne dziecko, które przecież wszyscy w sobie mamy.
Grx: Wspomniałaś o tym, że od pierwszej myśli do ostatniego przyłożenia pędzla czasem mijają miesiące, a nawet lata, a Twoje malarstwo ma w sobie spokój, mimo że prezentujesz je w środku miejskiego chaosu. Co jest trudniejsze: znaleźć go w sobie czy wyczuć w miejscu, które za kilka lat stanie się jego domem?
Alicja: Myślę, że najtrudniejszy jest ten pierwszy krok: odnalezienie spokoju i skupienia w sobie. Na co dzień bardzo szybko się przebodźcowuję, świat zewnętrzny potrafi mnie przytłoczyć, ale praca twórcza i całkowite zatopienie się w niej daje mi taki spokój, że zapominam o wszystkim wokół. To działa na mnie bardzo terapeutycznie.
Ten proces to tak naprawdę też mnóstwo konkretnych trudności. Walczę z warunkami pogodowymi np. z deszczem, zimnem czy upałem. Często walczę także z czasem, bo dany projekt ma konkretne terminy. Do tego dochodzą wyzwania fizyczne: dźwiganie ciężarów, wspinaczka po rusztowaniu, walka z rozlewającą się farbą. I jest jeszcze coś, o czym mało kto wie, bo z dołu tego nie widać: mam naprawdę spory lęk wysokości i przestrzeni. Tam na górze, gdy maluję, codziennie toczę więc własną walkę i bardzo wychodzę ze swojej strefy komfortu. Ale to właśnie wtedy następuje to najważniejsze przełamanie, gdy mam przed sobą cel, lęk schodzi na dalszy plan. To paradoks, ale właśnie wtedy, gdy jestem wysoko na rusztowaniu, tym twardziej stąpam po ziemi.
Odpowiadając na drugą część Twojego pytania: bardzo często, kiedy poznaję miejsce, w którym tworzę, a szczególnie ludzi, którzy stają się częścią tego procesu, zaczynam czuć się tam bezpiecznie. To miejsce dosłownie staje się moim domem. Niby jestem tam tylko dwa czy trzy tygodnie, a czuję, jakby za każdym razem zostawała tam cząstka mnie. Dlatego pod koniec czuję satysfakcję, ale też smutek rozstania z tym wyjątkowym czasem i ludźmi.
Grx: Wyobraźmy sobie, że za 20 lat ktoś oprowadza wycieczkę szlakiem Twoich prac. Co chciałabyś, żeby powiedział o Tobie i o tym, jak patrzyłaś na świat i sztukę?
Alicja: Po pierwsze, bardzo bym chciała, żeby za te 20 lat nie mówiono o mnie w czasie przeszłym :) Mam nadzieję, że wciąż będę tworzyć i działać, a przewodnik będzie miał do pokazania co najmniej kilka moich nowych murali!
A tak zupełnie serio, to najpiękniejszą rzeczą byłoby poczucie, że moje prace po tylu latach wciąż towarzyszą ludziom w ich codzienności, w drodze do pracy czy do szkoły. Chciałabym, żeby zapamiętano mnie jako kogoś, kto w sztuce szukał tego, co nas łączy, a nie dzieli. I że w tym betonowym świecie przypominałam o naturze, o tym, że jesteśmy jej częścią i musimy o nią dbać. Moim pragnieniem jest (i z taką myślą stworzyłam swój pierwszy mural), żeby moje prace były głosem tych cichych mieszkańców, przypomnieniem, że rośliny i zwierzęta to nasi równorzędni sąsiedzi, którzy byli tu na długo przed nami.
Grx: Patrząc na „Miejsce Empatii”, „Miasto Naturę” i „Z Korczakiem za rękę”, który z tych obrazów najmocniej przechowuje emocje związane z historią miejsca i lokalną społecznością?
Alicja: Wybór jednego z nich jest niesamowicie trudny! Każdy z tych obrazów to dla mnie osobna, ważna historia związana z konkretnym miejscem, niesamowitymi ludźmi i cenną lekcją empatii. Gdybym jednak miała wskazać ten jeden, szczególny, byłby to mój pierwszy mural - "Miasto Natura" przy ul. Wzgórze. To w nim najmocniej zapisały się emocje związane z historią Bielska-Białej i niesamowitą energią lokalnej społeczności.
Wybrałam go, bo on dosłownie "oddycha" tym miejscem. Znajduje się w samym sercu bielskiej kultury, w sąsiedztwie Teatru Polskiego i dawnych kin, dlatego postać na muralu trzyma stary projektor filmowy, ma ubraną maskę, a sam budynek teatru jest uwieczniony u jego stóp. Zależało mi też na nawiązaniu do estetyki dawnych bielskich malowideł reklamowych z czasów PRL-u, co nadaje mu ten specyficzny, lokalny charakter.
Ale to, co najcenniejsze, działo się pod samą ścianą. Przy "Mieście Naturze" wytworzyła się niesamowita, osobna społeczność, która skupiła się wokół powstającego muralu. Ludzie nie tylko machali z daleka, ale autentycznie chcieli być częścią tego procesu. Zresztą zaprosiłam wiele osób, by malowały go razem ze mną :). Co było cudownym doświadczeniem i do dziś wzruszam się na to wspomnienie. To był moment, w którym moja twórczość spotkała się z otwartością bielszczan, a mural stał się łącznikiem miasta z przyrodą.
Grx: Murale to sztuka, która sama wchodzi w życie przechodnia. Jaki jest Twój etyczny kompas przy tworzeniu czegoś tak trwałego i widocznego? Co stawiasz wyżej: piękno, przesłanie czy to, by projekt stał się częścią otoczenia?
Alicja: Oh to ważne pytanie wymagające chwili zastanowienia. Myślę, że w tym przypadku mój etyczny kompas to przede wszystkim odpowiedzialność za przestrzeń wspólną. Mural nie jest przecież zamkniętym płótnem w galerii, na które ktoś decyduje się spojrzeć, on staje się częścią czyjegoś poranka, tłem dla codziennych rozmów czy drogi po zakupy. Dlatego nie stawiam jednej wartości nad drugą. Dla mnie piękno, przesłanie i dopasowanie do otoczenia muszą tworzyć nierozerwalny trójkąt.
Także widzisz, czuję sporą pokorę wobec miejsca. Nie chcę, by projekt krzyczał ani dominował nad architekturą czy ludźmi, którzy tam mieszkają, on ma być ich częścią. Zawsze staram się dbać o to, by mural nie był obcym ciałem, lecz naturalnym przedłużeniem emocji i historii, które dana ściana już w sobie nosi.
Za każdym razem, przed pierwszym dotknięciem pędzlem ściany, czuję ścisk w gardle. Czuję tę ogromną odpowiedzialność, którą biorę na siebie, zmieniając krajobraz miasta na lata. Marzy mi się, by każdy z nas czuł podobny ciężar, budując dom, ścinając drzewo czy wieszając kolejny baner na płocie.
A wiesz, myśląc jeszcze nad odpowiedzią na to pytanie, zrozumiałam także, że sztuka muralu jest dla mnie jak taki "wieczny plakat" - to nie tylko estetyczna dekoracja, ale przede wszystkim przypomnienie o czymś ważnym, co nie powinno nam umknąć.
Ściana zaczęła wysychać, więc żeby nie odrywać Alicji od procesu twórczego, dorzuciłem jeszcze dwa szybkie pytania na pożegnanie:
Grx: Co poradziłabyś młodemu artyście, który marzy o swoim pierwszym muralu, ale boi się pustej ściany?
Alicja: Przede wszystkim powiedziałabym to, co często powtarzam dzieciom na moich warsztatach o emocjach: nie bój się tego lęku, bo każda emocja jest ważna, to znak, że Ci na czymś zależy.
Pusta ściana potrafi onieśmielić nawet kogoś, kto maluje od lat - ten ścisk w gardle, o którym wspominałam, towarzyszy mi przy każdym projekcie. Wciąż boję się pustej ściany, ale działam :) Moja rada? Daj sobie czas. Zaplanuj wszystko w każdym szczególe, rozrysuj dobrze projekt, zrób wiele wizualizacji, by poczuć się pewniej. Ale przy tym wszystkim słuchaj, co ta ściana chce Ci opowiedzieć i jacy ludzie obok niej przechodzą.
Pamiętaj, że mural to dialog z miastem. Jeśli podejdziesz do niego z pokorą i sercem, ściana przestanie być groźną, pustą płaszczyzną, a stanie się Twoim sprzymierzeńcem.
Grx: Masz jeden dzień i nieograniczone zasoby. Możesz stworzyć instalację przestrzenną w jednym, zupełnie zapomnianym miejscu w Bielsku. Gdzie nas zabierzesz?
Alicja: Czekaj, czekaj - jeden dzień? O wow, dziękuję, że mnie tak doceniasz, ale w jeden dzień to ja ledwo zdążę przemyśleć odpowiedzi do tego wywiadu! ;) Ale jeśli rzeczywiście mam nieograniczone zasoby, to poproszę o moc skrócenia dwóch tygodni stania na rusztowaniu do jednej doby. To by mi się bardzo przydało!
Ale tak zupełnie serio, to dziękuję Ci za to pytanie. Jest świetne i naprawdę mnie poruszyło, bo czuję, że właśnie uruchomiło we mnie nowy proces twórczy. Pierwsze miejsce, w które moje myśli od razu biegną, to projekt fotograficzny mojej przyjaciółki Kasi Zolich, o rzece, która kiedyś była sercem i żyłami naszego miasta, a dziś została zapomniana i zamurowana w betonie. Zainspirowana tym myślę, że chciałabym stworzyć instalację, która zwróciłaby naszą uwagę z powrotem na te naturalne zakamarki, od których odwracamy wzrok: tam, gdzie natura przegrywa z betonem, gdzie drzewa czekają na wycięcie, czy na ulice, gdzie mieszkają ludzie i zwierzęta potrzebujący naszej empatii.
Myślę też o miejscach zapomnianych przez ludzi, a kluczowych dla naszej tożsamości. To one mówią nam najwięcej o przeszłości, na której budujemy przyszłość. Mam na myśli takie punkty na mapie Bielska jak budynek dawnej pralni obozowej czy miejsca, gdzie kiedyś stały synagogi. To trudne, ważne miejsca, które przypominają o tym, co się wydarzyło. Dla mnie istotne jest, by o nich pamiętać - historia lubi się powtarzać, a sztuka w takich miejscach ma największą moc.
- filter_noneTagi:
- keyboard_arrow_right Murale & Graffiti
- keyboard_arrow_right Ludzie i ich światy
book Powiązane artykuły:
Różowe koniki polne z Koziej Góry: Niezwykła mutacja-erytryzm i magia beskidzkiej natury
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Środowisko
Widziałeś kiedyś różowego konika polnego? Jeśli tak, jesteś świadkiem jednego z najbardziej fascynujących zjawisk, jakie oferuje nam natura – erytryzmu. Ten niezwykły, rzadki wariant ubarwienia sprawia, że znane nam owady przybierają jaskrawe odcienie czerwieni i różu, ...
- personGrx
- |
- date_range2023-02-25
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 18
Las pod estakadą, król na ścianie i przystanek z duszą – muralowy przewodnik po Bielsku
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Sztuka
Dziś zabiorę Cię w kolejne trzy miejsca na Muralowej Mapie Bielska-Białej. Pokażę Ci też kadry z Czech i Chorwacji, bo street art ma wiele twarzy zmieniających się w zależności od tego, gdzie jesteśmy. Ruszamy!Królewski mural na Krasińskiego 31 – kiedy stomatologia spot...
- personGrx
- |
- date_range2025-07-13
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 18
FotoArtFestival XI w Bielsku-Białej, dwadzieścia lat fotografii, która nie mówi wprost
- format_list_bulletedKategorie:
- ▸ Wydarzenie
Bielsko-Biała ma swój rytm. Góry są blisko, secesyjne kamienice przypominają o dawnych ambicjach, a tempo miasta pozwala na chwilę zatrzymania. Co dwa lata ten spokój na moment ustępuje innemu pulsowi. Fotografia wychodzi z galerii, pojawia się na placach, w przejściach...
- personGrx
- |
- date_range2026-01-23
- |
- remove_red_eyeWyświetleń: 18
Rozpocznij dyskusję...
Napisz pierwszą recenzję lub oceń artykuł...



